Niepotrzebne rzeczy

Są takie rzeczy, z których nie korzystam bo nie ma takiej potrzeby, mimo że współczesny świat próbuje nam wmówić, że jest inaczej. Reklamy, teksty sponsorowane, niesłuszne przekonanie, że nowsze rozwiązania są zdrowsze - na każdym kroku jesteśmy zwodzeni.

Po pierwsze dzbanek z filtrem. Woda w Toruniu jest czysta i smaczna, a że twarda... cóż, może to niezbyt zdrowo dla pralki lub zmywarki, ale dla człowieka twarda woda jest zdrowsza niż miękka. Zawiera w sobie minerały jak wapń czy magnez, które są niezbędne dla funkcjonowania organizmu. A więc dzbanek z filtrem nie tylko jest w większości przypadków osób mieszkających w Polsce niepotrzebny, ale może być nawet szkodliwy. Kiedy? Ano wtedy kiedy zapominamy o wymianie filtra, bo mogą się w nim namnarzać szkodliwe bakterie.

Po drugie butelka z filtrem. Z wyżej wymienionych powodów, ale też kolejnego, dodatkowego. Mianowicie filtr w butelkach zwykle jest węglowy, a więc CO NAJWYŻEJ zadziała na smak wody. Nie oczyści jej ze szkodliwych bakterii. O ile więc nie jest to profesjonalny filtr jak Sawyer czy LifeStraw to nie uchroni Was przed tzw. klątwą faraona w Egipcie, czy innymi przykrymi niespodziankami.

Po trzecie płyn do płukania tkanin. Płyny do płukania zmiękczają tkaniny oraz dodają im zapachu, ale równocześnie przez to oblepiają włókna i mogą powodować reakcje uczuleniowe lub podrażnieniowe. Nie sprawią, że tkanina będzie czystsza - nie czuję więc potrzeby, aby je stosować.

Po czwarte odświeżacze zapachu. Nie oczyszczają powietrza, a jedynie maskują brzydkie zapachy. Jeżeli chce się naprawdę oczyścić powietrze to należy zainwestować w oczyszczacz powietrza z filtrem HEPA a nie zapachowe spreje, których cząsteczki aerozoli mogą być toksyczne dla dzieci i zwierząt.

Po piąte drogie środki czystości w stylu "każdy do czegoś innego". W większości przypadków w zupełności wystarczy płyn do mycia naczyń, mydło gospodarcze, ocet lub soda. Sklepowe środki w większości mają drażniący zapach i niszczą mi ręce (mimo rękawiczek! często je rozpuszczają!).

Po szóste tona suplementów. Suplementuję: witaminę D, B12 (nie jem mięsa), kwasy omega3, czasami magnez (jak nie zapomnę, a przypominam sobie zwykle gdy doświadczam kołatań serca) i kreatynę (też jak nie zapomnę). Reszta nie znajduje uzasadnienia medycznego w moim przypadku. Nie biorę też probiotyków poza wskazaniami jak np. w czasie biegunki. Staram się dostarczać organizmowi wszystkiego co niezbędne zgodnie z zasadą "food first" - najpierw żywność.

Po siódme - plastikowych wkładek do bielizny. Mogą powodować choroby skóry w okolicach intymnych. Bielizna jest po to, aby ją codziennie zmieniać, więc nie ma potrzeby aby dodatkowo ją chronić kosztem własnego zdrowia.

Po ósme - płynu do dezynfekcji gdy jestem poza pracą. Płyn do dezynfekcji nie zastąpi mydła! Dezynfekuje się czyste ręce. A co, gdy jestem na wędrówce? No cóż, w lesie ciężej spotkać ludzkie patogeny niż w mieście, więc się tak tym nie przejmuję, a ręce myję, gdy tylko nadarza się okazja.

Oczywiście nie doszłam do tego wszystkiego od razu i prędzej czy później dałam się złapać takiej czy innej reklamie lub modzie. Pewnie do tej pory można by się natknąć u mnie na niepotrzebne nawyki, bo niestety skala dezinformacji jest powalająca i nawet bycie lekarzem nie chroni mnie od wpływu marketnigowców, którzy próbują ciągle nam coś sprzedać.