Szlak Orlich Gniazd 2025
Czasami nie wszystko idzie zgodnie z planem. Czasami wszystko wręcz idzie nie tak, jakbyśmy chcieli. Ja ostatnio wymyśliłam sobie, że chcę przejść Szlak Orlich Gniazd – jeszcze raz, od początku do końca, za jednym zamachem. Ma on ponad 160 km i biegnie od Krakowa do Częstochowy, przechodząc przez Ojcowski Park Narodowy i mijając mnóstwo zamków, warowni i skałek.

Byłam już tu na studiach ze znajomymi, szliśmy fragmentami tego szlaku, spontanicznie, bez planu. Nie mieliśmy za bardzo pieniędzy ani czasu, za to był dobry nastrój i beztroska. Dojdziemy to dojdziemy, nie uda się to się nie uda. Bez stresu 1).
Teraz noclegi miałam porezerwowane, szczegółowy plan opracowany, nic tylko iść! A mimo to z każdym krokiem czułam coraz większą frustrację. Te zamki to już widziałam, tymi drogami już szłam, na dodatek widoki okazały się mniej interesujące niż jak je zapamiętałam. Dzień okazał się też za krótki, a ja jednak lubię chodzić długo a nie szybko, robić przerwy, ociągać się i przeciągać. No nie szło mi totalnie.

Na dodatek w nocy nie mogłam oddychać – powietrze w pokojach było suche, a nie mogłam wywietrzyć ze względu na zanieczyszczenia. Wyjechałam z bolącym gardłem (mój partner mnie zaraził tuż przed wyjazdem), a suche powietrze dodatkowo je podrażniało. Idąc przez las nie miałam tego problemu, mogłam swobodnie oddychać. Kulminacja nastąpiła trzeciej nocy, której nie przespałam ze względu na kaszel – każde zaczerpnięcie wysuszonego powietrza tylko go nasilało. Pogoda za oknem ułatwiła sprawę – postanowiłam przerwać wycieczkę i wrócić do domu.

Nie wykonałam nawet połowy planu, ale mimo to wspominam moją nieudaną wycieczkę z sentymentem. Niesamowity wschód słońca nad zamkiem, spotkanie „pana znakarza”, który odświeżał oznaczenia szlaku czy doświadczenie natury i przyrody – zostaną ze mną na długo. Nauczyłam się też paru rzeczy – że niektóre przygody lepiej przeżywać w towarzystwie, wspomnienia okazują się bardziej kolorowe niż rzeczywistość oraz że czasami coś nam po prostu nie podejdzie i nie ma się co zmuszać.
- trochę tego stresu jednak było, bo nie rezerwowaliśmy noclegów, a nie byliśmy przygotowani na biwaki. Do tej pory nie wiem jakim cudem w każdym młodzieżowym schronisku do którego zapukaliśmy znalazło się dla nas miejsce, mimo pełnego obłożenia.
