Czarnogóra - Durmitor 2025
W lipcu 2025 roku razem z rodzicami i wujkiem wędrowaliśmy po Durmitorze. Pierwszy raz byłam tam 15 lat temu i pamiętam, że zakochałam się wtedy w tych górach. Była to miłość trudna, tak jak trudne były szlaki i warunki. Bez GPSa, raz zabłądziliśmy i zamiast do Lodowej Jaskini weszliśmy na Medet. Wspomnienia stromych podejść, przepaści i ciężkiego szlaku zatarły się jednak, została nostalgia i chęć powrotu.

I udało się! Namówiłam rodzinę, która przystała na pomysł noclegu w górach. Z wielu jednak względów wędrówka okazała się trudniejsza, niż przypuszczałam.

Trudne były same szlaki i warunki. Oznakowanie było może odrobinę lepsze niż 15 lat temu, ale i tak trzeba było wspomagać się nawigacją. Podłoże było niezabezpieczone, ślizgaliśmy się na drobnych kamieniach. Te większe kamienie jak i głazy leżały tak jak spadły, więc wędrówka była mozolna, bo trzeba było je ominąć albo sprytnie na nie wejść i skakać po nich bez przypadkowego wykręcenia kostki. Prawie nie było fragmentów zwykłej ścieżki, wszędzie wystawały kamienie, więc nawet na prostej drodze poruszaliśmy się powoli. Tam, gdzie powinny być chociaż łańcuchy, nie było żadnych ułatwień, a tam gdzie dodatkowo przydałaby się jakaś drabinka, litościwie zamontowano ten łańcuch. Do tego bardzo duże przewyższenia. Byliśmy zmęczeni fizycznie i psychicznie.

Najważniejsza okazała się jednak woda. Nasze miejsca biwakowe były uwarunkowane dostępem do niej. Jedno z nich wskazał nam lokalny przewodnik - i bardzo dobrze, bo jeziorko zaznaczone na mapie wyschło. W ogóle wiele strumieni, źródeł i jeziorek okazało się niefunkcjonujące w lipcu. Przezornie wzięłam ze sobą filtr (LifeStraw Peak Solo z przystawką węglową). Przydał się, gdy jedno ze źródeł okazało się być raczej kałużą, z której chętnie piły również owce. Moje zapotrzebowanie na wodę jest duże, więc dziennie brałam ze sobą nawet 4 litry, do tego elektrolity, magnez. Przewodnik zalecał, aby brać ze sobą co najmniej 2 litry, co uważam że jest rozsądną ilością, nawet jeżeli podróżujemy tylko po Polsce.

Słońce paliło trochę mniej niż się spodziewałam a i temperatury wysoko w górach były znośne. Ważne, aby się chronić przed słońcem - ja lubię chodzić w kapeluszu, mam nakładki na okulary i stosuję kremy z wysokim SPF. Jest także specjalna turystyczna odzież na takie warunki, przewiewna, ale z długim rękawem i bez dekoltu, aby słońce jak najmniej miało bezpośredni wpływ na naszą skórę. W górach warunki mogą się szybko zmienić, ważne jest też aby wziąć ciepłą odzież i coś na deszcz. W czasie gdy chodziliśmy po górach zapowiadano burze, ale prognoza nie sprawdziła się.

Jadłam stosunkowo normalnie, ale więcej niż moje zapotrzebowanie kaloryczne - ze względu na wysiłek. Jako szybkie węglowodany wybrałam krówki, z tej prostej przyczyny, że je po prostu lubię. Starałam się też pamiętać o odpowiedniej ilości białka. Taki wysiłek w wysokich górach nie jest dobrą okazją do redukcji masy ciała. Wiem, że jest to kuszące, aby po powrocie stanąć na wagę i sprawdzić ile nam ubyło, ale potrzeba jest odpowiedniej ilości energii, aby ciało i umysł działały jak należy. Zostawcie więc batony bez cukru w domu, a weźcie orzechy, suszone owoce i trochę kryzysowych cukierków (lub krówki). Na śniadanie jadłam owsiankę z rodzynkami i mlekiem w proszku, a na kolację pełnoziarnisty chleb ze strączkowymi pastami. Targałam też parę pomidorów i ogórka - muszę przyznać, że było warto. Panowie wybrali kabanosy, które mogą wytrzymać wysokie temperatury przez dłuższy czas.
Widoki były niesamowite. Być może poruszalibyśmy się szybciej, gdybyśmy nie robili takich przerw na ich podziwianie. Spotkaliśmy owce, lokalnego przewodnika w szałasie pasterskim, luzem pasące się krowy, łagodne psy i całą masę kozic. Ludzi, poza wejściem na Bobotov, nie było zbyt wielu.

Informacje praktyczne:
Dzień 1:
Camping w Ivan Do, gdzie zostawiliśmy samochód - miejsce biwakowe Katun Lokvice
4 km, 397 m w górę.
Woda przyniesiona z campingu.
W Katun Lokvice mieszka pasterz, można kupić u niego napoje w puszkach.
Dzień 2:
Katun Lokvice - Lodowa jaskinia (Ledena pecina) - Velika Previja (przełęcz pod Bobotov Kuk) - źródło Lednicki Izvor
5,9 km, 764 m w górę
Rano wodę wzięliśmy ze źródła koło miejsca biwakowego w Katun Lokvice. Wieczorem z Lednicki Izvor. W trakcie dnia łaskawie podzieliłam się moją wodą z tatą.
Spaliśmy "na dziko" niedaleko źródła, są tam płaskie miejsca.
Spałam w nocy bez tarpa, pod gołym niebem. Widziałam skaczące kozice!
Dzień 3
Lednicki Izvor - powrót pod Bobotov Kuk (obok Zeleni Vir) - przełęcz Samar - chata koło Skrcko Jezero - pole biwakowe nad małym jeziorem Skrcko
6,1 km; 207 m w górę
Rano woda ze źródła a wieczorem spod górskiej chaty (leci z węża ogrodowego za chatką). Chata jest duża, w środku dość zaniedbana. Spotkaliśmy tam w końcu dużo wędrowców! Młodych, starych, z psami i z dziećmi. Spaliśmy na polu biwakowym kawałek dalej, ja znowu pod gołym niebem. Spotkaliśmy mnóstwo pasących się luzem krów.
Przełęcz Samar wyczerpała mnie psychicznie. Mam najgorszy lęk wysokości z obecnych na wycieczce... Wielokrotnie myslałam już, że spadnę. Ułatwienia były minimalne.
Dzień 4
małe jezioro Skrcko - szlak omijający Planinicę (razem z wujkiem weszliśmy na górę od drugiej strony) - Ivan Do
12,9 km, 687 m w górę
Prawie zabrakło nam wody po drodze! Nabraliśmy trochę ze źródła przy jeziorze Zimnje. Ominięcie Planinicy wydawało się dobrym pomysłem, ale szlak był dość męczący i chyba wolelibyśmy przejść prosto przez nią. Tak czy siak zdobyłam szczyt z drugiej strony.