Wyznania otrzeźwiałego ekologa
"Wyznania otrzeźwiałego ekologa" Paul Kingsnorth
O książce tej dowiedziałam się podczas kursu "Pieśń kosy", podczas którego nauczyłam się kosić trawę tradycyjną kosą. Prowadzący przeczytał nam jeden z fragmentów odnoszący się właśnie do kosy, a jeden z uczestników dodatkowo mnie zainspirował do przeczytania książki, opowiadając o rozdziale dotyczącym... wiadra na odchody.
Nie potrzebowałam więcej zachęty, zwłaszcza że książka była dostępna w toruńskiej bibliotece. Od pierwszego rozdziału wsiąkłam. Czy ten człowiek siedział w mojej głowie?
Mam inne doświadczenia życiowe jak autor, bo nie działałam nigdy w dziedzinie ochrony środowiska, a ochrony zdrowia, ale i tak mam wrażenie, jakby emocje które przekazuje Paul Kingsnorth były moje. Wkurzenie, bezsilność, złość, smutek, niezrozumienie. Autor nie porzucił ekologii, tak jak ja nie porzuciłam medycyny, ale wycofał się z aktywizmu zdegustowany postawą organizacji ekologicznych oraz obecnym stylem życia większości społeczeństwa. No to ja trochę podobnie uciekam, chociaż jeszcze nie całkowicie - uratowała mnie Medycyna Stylu Życia, dzięki czemu jestem w stanie jeszcze wytrwać w ochronie zdrowia, chociaż robię to na własnych, czasami dziwacznych, warunkach.
Oprócz emocji, z którymi się utożsamiam, Paul Kingsnorth prezentuje przemyślenia, które i mnie nawiedzały, ale miałam za mało wiedzy i odwagi, aby mówić o nich głośno. Ochrona środowiska była zawsze bliska mojemu sercu, ale czułam się w tym raczej osamotniona, zwłaszcza, że klasycznie pojmowana ekologia kojarzy się z plasterkami w stylu systemu kaucyjnego czy przyczepianych zakrętek. A nie o to przecież chodzi! Tak jak w zdrowiu, chodzi o dogłębną zmianę stylu życia, od podstaw, a nie o stosowanie kolejnych i kolejnych leków, tak i w ochronie środowiska również chodzi o zmianę stylu życia! Wybranie roweru zamiast auta. Użycie kosy zamiast kosiarki. Spędzanie czasu z bliskimi, a nie na zakupach. Przestanie gonienia za wiecznym postępem, króliczkiem którego nigdy nie się nie dogoni, niepotrzebnym bogactwem, a skupienie się na tym co tu i teraz, na przyrodzie która nas otacza i bliskic. Tak jak leki okazują się niepotrzebne, gdy zadbamy o styl życia, tak i przyczepiane zakrętki wydadzą się dziwną abstrakcją (bo rzadko kiedy będzie potrzeba picia wody z plastikowej butelki w ekologicznym społeczeństwie).
Oczywiście możecie nazwać mnie niepoprawną romantyczką, która chciałaby powrotu do dawnych czasów, ale i z tym Kingsnorth się rozprawia. Spójrzcie na siebie! Czy przypadkiem nie romantyzujecie postępu i technologii? Z resztą zarówno ja, jak i Kingsnorth, nie jesteśmy za bezmyślnym kopiowaniem rozwiązań sprzed wieków. Po to mamy internet, naukę i możliwość testowania rozwiązań, aby wybrać takie, które jak najlepiej służą człowiekowi i środowisku. Takim przykładem jest kosa alpejska, toaleta kompostująca, ale i rower. Przy okazji, jak na działce czy w kamperze nadal męczycie się z toaletami chemicznymi, to naprawdę rozważcie te kompostujące (w wariancie separacyjnym). Tak jak przy usuwania kamienia wystarczy ocet lub kwasek cytrynowy, tak do niwelowania brzydkich zapachów wystarczą zwykłe trociny (testowałam). Kto by przypuszczał.