Hulajnogi elektryczne
Gdybym miała wskazać na środek transportu, którego najbardziej nie lubię, to wcale nie byłby to samochód czy samolot (tego drugiego nie lubię bardziej, bo nie mogę nim kierować). Byłaby to hulajnoga elektryczna.
Hulajnoga elektryczna to nie jest ulepszona hulajnoga. To upośledzony skuter. Lekka, wywrotna i śmiertelnie niebezpieczna. Nad klasyczną hulajnogą się panuje - można regulować prędkość w stosunku do własnej siły mięśniowej. Do tego wymusza ona aktywność fizyczną, poprawia wydolność oddechową, jest tania i można ją wziąć pod pachę w odróżnieniu od roweru. Natomiast hulajnoga elektryczna... stoi się i co najwyżej balansuje, odpada więc aspekt aktywności. Wprowadzono ograniczenie prędkości, ponieważ jest bardzo wywrotna, ale mimo to co dnia zbiera swoje żniwo.
Statystyki są nieubłagalne. Co roku wzrasta ilość wypadków w których biorą udział hulajnogi elektryczne, a część z nich jest śmiertelna. Co ciekawe, najwięcej z nich powodują osoby z młodszej grupy wiekowej czyli dzieci i młodzież w wieku od 7 do 17 lat. One też stanowią znaczny procent ofiar śmiertelnych. Nic więc dziwnego, że w końcu w Polsce pojawiło się prawo nakazujące zakładanie kasku poniżej 16 roku życia.
Postanowiłam też jeździć w kasku, bo przerażają mnie pędzące hulajnogi, które wyprzedzają mnie z obu stron (nierzadko na raz). Wcale mnie to nie cieszy, bo zakładanie kasku to dla mnie sensoryczna udręka. Bezpieczeństwo jednak jest ważniejsze, a nie zrezygnuję z tej odrobiny ruchu, którą mogę wygospodarować w ciągu dnia podczas jazdy na rowerze.