Islandia bez bagażu 2026

Celem rozwijania elastyczności psychologicznej jest nauczenie się reagowania na trudne wydarzenia w sposób zgodny z naszymi wartościami, mimo gwałtownych emocji, które możemy w danej chwili odczuwać. No więc wyobraźcie sobie co musiała czuć biedna pracownica lotniska w Reykjaviku, gdy poinformowała mnie i około dwudziestu innych zdezorientowanych pasażerów, że Wizzair nie dostarczył naszych bagaży. Absolutnie nie zareagowałam zgodnie z koncepcją elastyczności psychologicznej, za co ją później przeprosiłam i czego się wstydzę. Krótko mówiąc: wydarłam się. Zapraszam na podróż po Islandii w 3 aktach.

AKT I - na lotnisku
Pierwotny plan zakładał wędrówkę Laugarvegur w 5 osób i spanie na mijanych campingach, tymczasem 3 z naszych bagaży nie przyleciały z Gdańska. Poinformowano nas, że w związku z przeładowaniem samolotu one, i kilkanaście innych bagaży (w sumie chyba ponad dwadzieścia) zostały na lotnisku w Gdańsku. Sobota, godzina 21, my nie mamy ani większości naszych rzeczy, ani noclegu - spać mieliśmy w końcu na campingu w Reykjaviku. Tymczasem dzięki szachom 4d w celu optymalizacji wagi bagażu, w Gdańsku zostały: namioty dla 5 osób, 3 śpiwory, 3 maty do spania, kuchenki turystyczne, rzeczy do spania dla 3 osób i żeby było śmieszniej - to nie są sprzęty ciągle tych samych 3 osób. Ja więc nie miałam nic, moja mama i śpiwór i matę, ale już mój tata - tylko matę. H. miała śpiwór, a jej mama była równie uboga w rzeczy osobiste jak ja. H. swoich rzeczy do ubrania też nie miała, bo były w bagażu jej mamy, który został w Gdańsku. I tak dalej, misz masz totalny.
W sytuacji takiej jak my, było ponad dwadzieścia innych osób, które kłębiły się wokół obsługi lotniska w rozpaczy lub złości. Rodziny z dziećmi, seniorzy, mężczyzna, który miał płynąć następnego dnia do pracy na ocean... I pan Leszek, który próbował nas ratować w tej paskudnej sytuacji i zaproponował nocleg u siebie. Nie skorzystaliśmy, bo było nas zbyt dużo i byłoby to ciężkie logistycznie, ale ten gest życzliwości przywrócił nam wiarę, dziękujemy i pozdrawiamy, jeżeli Pan to czyta!
W chwilach grozy na lotnisku, kiedy totalnie nie wiedzieliśmy co mamy robić, nie dało się w ogóle skontaktować z obsługą linii WizzAir! Nie udało nam się dodzwonić na infolinię, czat AI nie przepuszczał dalej, żadnego nawet maila do kontaktu, tylko jakieś dziwne formularze do reklamacji. Wypełniłam nawet jeden z nadzieją, że może ktoś się zainteresuje, ale była to próżna nadzieja. Na szczęście obsługa lotniska, kiedy już przestałam na nich wrzeszczeć, okazała się bardzo życzliwa i pomocna. Podobno to nie pierwszy taki numer tej konkretni linii lotniczej na tej trasie Tak usłyszałam. Poinformowano nas, że mają informację, że bagaże mają być dostarczone najbliższym lotem, czyli następnego dnia wieczorem.

AKT II - ratujemy co się da
Gdy siedzi się późnym wieczorem na lotnisku w obcym państwie, pierwsze o co należy się zatroszczyć to nocleg. Nie wybrzydzaliśmy, wzięliśmy pierwszy, którego cenę byliśmy w stanie zaakceptować, a pamiętajmy, że to jest Islandia, jeden z najdroższych krajów na świecie. Transfer lotniskowy specjalnie dla nas zmienił swoją trasę, żeby podwieźć nas pod inną destynację. W trakcie jazdy pisałam maile: do campingu z prośbą o anulowanie rezerwacji na dzisiejszy wieczór (bez odpowiedzi) oraz do firmy Trex z prośbą o przebukowanie biletów autobusowych do Landmannalaugar na kolejny dzień (zgodzili się bez problemu). Jeżeli coś było miłego w tej całej przygodzie, to Islandczycy.
Niedzielę (deszczową) spędziliśmy na zwiedzaniu Reykjaviku. Z niepokojem czekałam wieści. Byliśmy na pchlim targu, przeszliśmy się ulicą Laugavegur, byliśmy pod halą koncertową, w kościele Hallgrimskirkja i chodziliśmy nadmorską promenadą. Poszliśmy na zupę serwowaną w chlebie i na kawę. A popołudniu dostałam maila od obsługi lotniska w Reykjaviku (Wizzair nadal milczy) - niestety z przyczyn technicznych samolot nie zabrał naszych bagaży ani żadnych innych z poprzedniego dnia. Następnego dnia, w poniedziałek, nie ma zaplanowanego lotu z Gdańska, może więc odzyskamy bagaże we wtorek, ale w sumie to nie mogą dać nam gwarancji.
Zwiedzanie Islandii bez własnego środka transportu jest niemal niewykonalne, wynajęliśmy więc na szybko auto. W wypożyczalni ostała się jeszcze stara Dacia Duster.
Poniedziałek zaczęliśmy od zakupów: szczoteczki do zebów, grzebień, dezodorant, majtki, jakaś piżama żebym miała się w co przebrać. Na szczęście wodoodporną kurtkę i spodnie miałam w podręcznym. Większość podstawowych zakupów zrobiliśmy w hipermarkecie Hagkaup. Po tym zaczęliśmy naszą nieplanowaną, objazdową wycieczkę.
W poniedziałek zwiedziliśmy półwysep Snæfellsnes. Nie zdążyliśmy go zjechać całego, ale zdołałam zamoczyć się w gorącym bajorze. Moje nerwy bardzo tego potrzebowały. We wtorek odwiedziliśmy gejzery, park narodowy Pinkvellir i wodospad Gullfoss. Dalej nie wiedzieliśmy co z bagażem, a pewne problemy zaczęły się nawarstwiać, więc H. i jej mama podjęły decyzję o powrocie następnego dnia do Polski.

AKT III - i znowu wakacje z rodzicami
Niedługo po tym, jak H. i jej mama przebukowały bilety, dostaliśmy informację od obsługi lotniska (bo WizzAir nadal milczy), że będziemy mogli odebrać nasze bagaże następnego dnia. Rano udaliśmy się więc na szybki spacer po porcie w Reykjaviku, przejechaliśmy się po okolicach lotniska - pola czarnej lawy sprzed paru lat zrobiły na nas wrażenie!, odebraliśmy bagaże, zostawiliśmy dziewczyny ;( i pora w długą!
Nie było już jak zrobić wielodniowej wędrówki - nie dalibyśmy rady wjechać w interior, a następnie z niego wrócić na sobotni samolot powrotny. Chciałam więc chociaż pokazać rodzicom Diamond Beach i jezioro Jokusarlon, powstałe z powodu topnienia się lodowca wskutek zmian klimatycznych. Dojechaliśmy tam następnego dnia i spędziliśmy większość z niego wędrując w jego pobliżu. Widzieliśmy foki! W drodze powrotnej zahaczyliśmy o wąwóz Fjaðrárgljúfur (czy to się jakoś wymawia?).
Następny dzień był równie aktywny: zeszliśmy cały półwysep Dyrholaey obserwując maskonury! Przeszliśmy się ZA wodospadem Seljalandsfoss oraz spacerowaliśmy szczytem krateru Kerid. Ostatniego dnia zrobiliśmy sobie pieszą wycieczkę do doliny gorących źródeł Reykjadalur, gdzie kąpaliśmy się w rzece. W sam raz zdążyliśmy oddać samochód i wrócić na lotnisko. Tym razem WizzAir w oczekiwany sposób dostarczył nasze bagaże z powrotem do Gdańska.

Jak więc widzicie nie załamaliśmy rąk, a próbowaliśmy uratować z wycieczki ile się dało, a Islandia wywarła na nas niezatarte wrażenia. Nastawiłam się na wędrówkę, a wyszła objazdówka, chociaż i tak robiliśmy po ok 15 tys kroków dziennie. Będziemy próbować wywalczyć coś od linii lotniczej WizzAir, chociaż najbardziej bym chciała, aby traktował swoich pasażerów jak ludzi. Gdybyśmy wiedzieli wcześniej co z naszymi rzeczami, moglibyśmy inaczej zareagować i zaplanować podróż. Wiele rzeczy jest nie do przewidzenia, bagaż się gubi lub niszczy, ale tutaj sytuacja była inna: w sposób rozmyślny, z przyczyn technicznych, nie wzięto wielu bagaży na pokład. Obsługa lotniska była przekonana, że zostaną wzięte następnym lotem, tak się jednak nie stało.
Mieliśmy szczęście, że ja i H. mówimy po angielsku, oraz że nasza sytuacja ekonomiczna pozwalała na zmianę planów. Nie każdy jednak był tak w komfortowej sytuacji jak my. Wśród osób tłoczących się przy obsłudze lotniska były rodziny z dziećmi, osoby starsze oraz mężczyzna wypływający następnego dnia do pracy na oceanie - a on też został pozbawiony bagażu.

Dzień po dniu:
Dzień 1
Przylot na lotnisko, rozpacz, szybki hostel na Booking, Flybus do Reykjaviku
Dzień 2
Spacer po Reykjaviku; znowu nadzieja, potem rozpacz, że nie ma bagażu; wypożyczenie auta z Keflaviku - Dacia Duster z napędem 4x4, 2017 r. od firmy Icepol - polecam; wypożyczałam z nimi auto drugi raz i chłopacy są bezproblemowi :D
Dzień 3
Zakupy w Hagkaup; wycieczka samochodowa po półwyspie Snæfellsnes. Wyszło słońce! Nie zjechaliśmy całego półwyspu, ale za to kąpałam się w bajorze.
Dzień 4
Gejzery, park narodowy Pinkvellir i wodospad Gullfoss. H. i jej mama podejmują decyzję o powrocie następnego dnia. Późnym wieczorem dowiadujemy się, że możemy następnego dnia odebrać bagaż.
Dzień 5
Port w Reykjaviku, wycieczka w okolicach Grundaviku i obserwacja lawy po wybuchach wulkanu w 2020 i 2024 roku. Wrażenie zrobiła częściowo zalana droga! Odbiór rzeczy na lotnisku i pożegnanie z H. i jej mamą.
Krusavik, wodospad Skogafoss. Nocleg na campingu w Vik (odzyskaliśmy namioty!),
Dzień 6
Jezioro Jokusarlon, lodowiec i "Diamentowa plaża", gdzie łaziliśmy parę godzin, a potem wąwóz Fjaðrárgljúfur. Widzieliśmy foki!
Dzień 7
Czarna plaża niedaleko Vik, a następnie Dyrholaey gdzie obserwowaliśmy maskonury! Były ich całe rzesze (połowa lipca). Przeszliśmy za wodospad Seljalandsfoss oraz podeszliśmy pod ukryty w skale wodospad Gljúfrabúi. Spacer brzegiem krateru Kerid. Nocleg na campingu w Selfoss - nie przypadł nam do gustu.
Dzień 8
Dolina gorących źródeł Reykjadalur, gdzie kąpaliśmy się w rzece :) idzie się ok 4 km w jedną stronę, więc cała wycieczka zajęła nam ok 4 godzin. W sam raz aby wrócić na samolot powrotny.

Plan wycieczki oryginalny
Może ktoś zechce skorzystać...
Dzień 2
Wyjazd o 12.40 autobusem do Landmannalaugar. Wcześniej rano drobne zakupy + kupienie gazu na campingu. Kąpiel w gorących źródłach.
Dzień 3-7
Wędrówka, noclegi na campingach po drodze. Opcja w zależności od sił, pogody i tempa.
opcja 1: Landmannalaugar – Porsmork 55 km i powrót autobusem
https://www.fi.is/en/hiking-trails/trails/view/laugavegur
opcja 2: dodatkowo + 25 km do Skogar (razem 80 km) i powrót autobusem
https://www.fi.is/en/hiking-trails/trails/fimmvorduhals
Dzień 7-8
Spacer po Reykjaviku, powrót.
